Zaznacz stronę
Biznes często szuka podpowiedzi i inspiracji u innych – w sporcie, socjologii i psychologii, a nawet w religii (mindfulness). Firmy inspirują się też nawzajem, praktykując benchmarking. Mamy doświadczenie w obserwowaniu innych i szukaniu rozwiązań dalej niż na własnym podwórku. Doceniamy obserwowanie jako cenną kompetencję z DNA Innowatora.

Czy w takim razie my, biznes, możemy nauczyć czegoś innych?

  Na początku lutego rozmawialiśmy o tym podczas konferencji NAVIGO Innowacyjny Dyrektor z dyrektorami szkół z całej Polski. Jak się okazało, wystarczy celnie zadać pytanie, a odpowiedzi się same pojawiają. Marek Guzowski przekonywał, że bez rozwijania odwagi, jako postawy, tracą zarówno szkoła, jak i biznes. Łukasz Łuszczak opowiedział, jak z pozycji mistrza został uczniem, gdy otworzył własną firmę. Poniżej dzielę się swoim wystąpieniem, mając świadomość, że nie wyczerpuję tematu. Oto perspektywa rodzica pracującego w biznesie i z biznesem.  

Czy szkoła jest na bieżąco ze światem?

  Przez ponad 10 lat byłam managerem. Od kilkunastu lat prowadzę szkolenia dla biznesu. A od 15 lat jestem mamą. Byłam już na bardzo wielu wywiadówkach i rozmawiałam z każdym dyrektorem ze szkół moich dzieci. Mam za sobą prowadzenie indywidualnego toku nauczania syna i właśnie przechodzę, wraz z innymi rodzicami i uczniami, trudną zmianę polegającą na likwidacji gimnazjów – moja córka została siódmoklasistką, zamiast uczennicą I klasy gimnazjum. Patrzę na szkołę z wyrozumiałością, którą niejednokrotnie podkreślałam na blogu Umiejętności Przyszłości. Wiem, że nauczyciel w klasie nie ma takich możliwości jak rodzic, który może być z dzieckiem 1:1. I jest mi ogromnie szkoda dyrektorów szkół, nauczycieli i oczywiście uczniów, że system nie nadąża za zmianami w społeczeństwie i na rynku. A zmieniło się naprawdę dużo.

1# Współczesny rynek pracy

Biznes to dziś między innymi zagraniczne korporacje, jak i duże polskie firmy. Czasem rodzinne. To także małe spółki i jednoosobowe działalności gospodarcze zatrudniające pracowników. To wreszcie freelancerzy, tacy jak ja, pracujący w hollywoodzkim systemie: kiedy pracuję, to zarabiam, a kiedy nie pracuję, to nie zarabiam. Gdy ktoś większy zaprasza mnie do współpracy, angażuję się w projekt na wiele miesięcy. W tym czasie robię jednak również małe projekty i realizuję zlecenia dla moich Klientów. Mój zawód przypomina kompozytora z Hollywood. To naprawdę zupełnie inna praca, niż w dużym banku czy przychodni. Istnieje na świecie tak wiele zawodów, a szkoła nadal przygotowuje dzieci do pracy w fabrykach. Choć stara się, wciąż nie jest dobrze.  

2# Pokolenie Y i Z (Millenialsi)

Za kilka lat osoby urodzone między 1989 a 2000 rokiem będą stanowić ponad 50% rynku pracy. Ogromna grupa pokolenia Y już pracuje w szkołach i już jest rodzicami. To pokolenie ceni inne wartości i pracuje inaczej. To pokolenie komunikuje się inaczej. Pracodawcy już wiedzą, że obecni 20 – 30 latkowie nie mają zamiaru zmienić swojej postawy, dlatego to managerowie z mojego pokolenia (X) muszą zmienić podejście do swoich pracowników. Obecni uczniowie to pokolenie Z. Urodzeni po 2000 roku, z jeszcze innymi wartościami niż pokolenie Y. Biznes już się szykuje do zrozumienia tej grupy. Bada to, jak myślą, co jest dla nich ważne i… nie ocenia. Biznes dostosowuje się do tego, co się dzieje. Nie uważam, że szkoła powinna robić tak samo. Ktoś powinien zachowywać się refleksyjnie i pilnować tego, by wartości były ważniej niż zysk i rozrywka. W tej sytuacji narzekanie jednak na kolejne – wychowane w końcu przez nas – pokolenie dzieci uważam za praktykę nieskuteczną.  

Co szkoła i biznes mają wspólnego?

  Szkoła i biznes nie różnią się od siebie tak bardzo, jak by się mogło wydawać. Gdy przyjrzymy się temu z bliska, stwierdzimy, że w obu systemach jest mnóstwo podobnych trudności.

1# Działania długofalowe

Biznes i szkoła działają tu i teraz, ale z perspektywą przyszłych efektów. Obecny wysiłek powinien dać rezultaty w przyszłości, a jej przewidzenie jest oczywiście trudne. Biznes korzysta więc z prognoz, obserwuje trendy i dostosowuje się na bieżąco, by nie zostać w tyle. Wiem, że poszczególni nauczyciele i dyrektorzy szkół również to robią, niestety system jest skostniały.

2# Między człowiekiem a zadaniami

Program szkolny, narzucony z góry. Wizytacje z kuratorium. Plan do zrealizowania. Target określony przez centralę. A w tym wszystkim choroby, ciąże, urlopy rodzicielskie, lepsze i gorsze dni. To codzienność i szkół, i firm. Wszędzie ludzie powinni być dobrani do wykonywanych zadań, a jest różnie. Dyrektorzy w obu miejscach mają za zadanie oceniać swoich kolegów i koleżanki. Wszyscy starają się znaleźć równowagę pomiędzy zadaniami i ludźmi.

3# Między standaryzacją a autonomią

Mogło by się wydawać, że gdy nauczyciel zamyka drzwi za sobą, pozostaje z klasą sam na sam i ma autonomię większą, niż ktokolwiek. Mogłoby się też wydawać, że przedsiębiorca robi ze swoją firmą co chce i nikomu się nie musi tłumaczyć. A jednak jeden i drugi podlegają przepisom i standardom, programowi i oczekiwaniom różnych grup interesów. Wciąż szukają „tego, co moje i mnie wyróżnia” w gąszczu „tego, co trzeba”.

4# Wiele grup i interesów

Ludzie z biznesu starają się zaspokoić potrzeby klientów, pracowników, szefów, właścicieli, urzędników skarbowych i ZUSu, a często również związków zawodowych. Dyrektor szkoły odpowiada przed kuratorem, departamentem edukacji, nauczycielami, rodzicami, a czasem także uczniami. To wiele grup, z którymi należy się komunikować (z każdą trochę inaczej) i wiele interesów, o które trzeba dbać. Chleb powszedni systemu edukacji i biznesu.

5# Władza i podległość

W obu miejscach mamy do czynienia z władzą. Dyrektor szkoły jest szefem nauczycieli, a nauczyciele mają władzę nad uczniami. Nie oznacza to władzy absolutnej, bo dyrektor szkoły nie może zwolnić nauczyciela z pracy i musi liczyć się ze zdaniem grona pedagogicznego. Rodzice natomiast pilnują, by władza nauczycielska nie była tak silna, jak kiedyś. Mamy tu jednak do czynienia z przewodzeniem innym i – podobnie jak w biznesie – umiejętności liderskie są istotniejsze niż procedury.  

Czego szkoła może nauczyć się od biznesu?

  Przygotowując się do wystąpienia na konferencji, wyobraziłam sobie, co by było, gdyby biznes był szkołą? Co by było, gdyby znani mi managerowie zostali dyrektorami szkoły? I tu uwidoczniły się różnice. Biznes umie rzeczy, których jeszcze nie umie szkoła. Biznes rozumie rzeczy, których nie rozumie szkoła. Dlatego niektórzy nauczyciele boją się wywiadówek, a rodzice otwierają oczy ze zdumienia „dlaczego to jest tak bez sensu zorganizowane?”. Czego więc szkoła mogłaby się nauczyć od biznesu?  

1# Nie oglądaj się na to, co było.

Czasy, w których nauczyciel był szanowany, bo był nauczycielem, minęły. Może jeszcze wrócą, ale w tej chwili ich nie ma. Moja babcia, która skończyła 7 klas szkoły podstawowej w czasie wojny, była wdzięczna Polsce za to, że jej dzieci mogły pójść na studia. Gdy nauczyciel mówił „Proszę zbić Tadzia”, to pokolenie mojej babci wymierzało w domu karę.
Dla biznesu przeszłość jest po to, by wyciągnąć z niej wnioski. I po nic więcej. Mam czasem wrażenie, że szkoła zarzuciła kotwicę w czasach, gdy nauczyciel znaczył więcej i nie wie, jak ma tę kotwicę podnieść i co będzie dalej.

2# Definiuj role na nowo. Stale.

Gdyby doświadczony manager stanął na czele placówki edukacyjnej, zacząłby od zdefiniowania ról. Co jest naszym celem? Komu służymy? Kto jest dla nas ważny? Jaką rolę odgrywa dziś szkoła w życiu całych rodzin? Jaką rolę odgrywa jej dyrektor? Czego będę oczekiwać od nauczycieli i od uczniów? Jaką rolę odgrywają dziś rodzice? Na co mam wpływ, a na co nie mam? A po 5 latach (lub wcześniej) taki manager zapytałby siebie i współpracowników: „Czy zdefiniowane jakiś czas temu role są nadal aktualne? Być może warunki się zmieniły i należy zmienić oczekiwania wobec poszczególnych grup”?  

3# Poznaj uczestników swojego systemu, w tym: rodziców.

Odnoszę wrażenie, że szkoły funkcjonują jak wyspy, na które dzieci są przywożone codziennie, na kilka godzin. Szkoły, zastygłe w czasach, gdy wiedza pedagogiczna była dostępna tylko pedagogom, przegapiają fakt, że wielu rodziców ma dziś wiedzę o psychologii, pedagogice, neuronach lustrzanych, szkołach fińskich, Montessori i demokratycznych. Rodzice mają też wiedzę o rynku pracy i jego potrzebach. Pracują w miejscach, w jakich nauczyciele nigdy nie byli. Rodzice mają coś do powiedzenia szkole i niekoniecznie są to pretensje. Gdy prowadzę szkolenia i schodzimy na temat edukacji dzieci, prawie każdy uczestnik ma zdanie na temat tego, jakie ma oczekiwania wobec szkoły. I co ciekawe, dużo chętniej rozmawiają o tym mężczyźni. Ojcowie włączyli się w system edukacji dzieci i już nie mogą być lekceważeni. A słowa „Proszę przekazać żonie, że chcę z nią porozmawiać o zachowaniu syna” nadal padają… Współczesny rodzic pracuje więcej niż 8 godzin dziennie. Dlatego argumenty nauczycieli o tym, że coś wymaga od nich dużo pracy… No cóż, nie spotykają się ze zrozumieniem. Współczesny rodzic, jeśli pracuje w biznesie, przyzwyczajony jest do myślenia rozwiązaniami. Jeśli coś nie działa, należy to zmienić. Z porażek wyciąga się wnioski. Rezultaty są po to, by do nich dochodzić. Nie ma tolerancji na bezradność i narzekanie. Utyskiwanie nauczycieli na zachowanie dzieci w klasie, bez jakiejkolwiek propozycji rozwiązań, nie da żadnych efektów. Współcześni rodzice nie chcą współczuć nauczycielom. Chcą z nimi współpracować. Jak partner z partnerem. Czy szkoła jest na to gotowa?  

4# Naucz się skutecznie komunikować

Są takie zawody, w których komunikacja ma mniejsze znaczenie: hydraulik, anestezjolog, szwacz… Szkoła, podobnie jak większość biznesu, korzysta ze słów,jak z narzędzi. Dlatego umiejętności komunikacyjne powinny być w szkole na najwyższym poziomie. Mam na myśli komunikację z rodzicami, z lokalną społecznością i w ramach zespołu pedagogicznego. Gdybym, jako rodzic, została umiejętnie poinformowana o tym, co oznacza dla mnie i mojej córki utworzenie siódmych klas w miejsce pierwszych klas gimnazjum, prawdopodobnie nie byłabym tak długo w fazie oporu i szkole również byłoby łatwiej zapanować nad emocjami rodziców. Gdyby szkoła wiedziała, jak i z kim konsultować zmiany, większość kolejek do gabinetu dyrektora zmniejszyłaby się. Gdyby szkoła wiedziała, jak słuchać (!), wszystkim nam byłoby łatwiej.  

5# Wprowadź nowy model lidera

Wejście na rynek pokolenia Y, łatwy dostęp do wiedzy, nowe modele pracy (organizacje turkusowe, zespoły samoorganizujące się, hollywoodzki system pracy) sprawiły, że biznes zdefiniował na nowo rolę lidera. Najskuteczniejsi i najbardziej poszukiwani liderzy są dojrzali emocjonalnie, dzięki czemu nie obawiają się słów „przepraszam” i „co o tym myślisz?”. Są pokorni i słuchają swoich zespołów. Są ciekawi talentów swoich podwładnych i rozwijają mocne strony ludzi.   źródło grafiki   Współczesny lider angażuje ludzi poprzez pokazywanie im sensu tego, co robią. Angażuje poszczególnych pracowników poprzez to, co jest dla nich ważne. Wie, co ich motywuje. Jak to wygląda w praktyce szkolnej? Nauczyciele są liderami dla uczniów, a rodzice są liderami dla dzieci. Kłopot szkoły polega na tym, że rodzice są już w dużej mierze nowoczesnymi liderami: słuchają, przepraszają gdy trzeba i wyjaśniają. A przede wszystkim szanują. Gdy takie dziecko przychodzi do szkoły, w której funkcjonuje stary model lidera („Ja wiem lepiej, więc słuchaj i się nie ruszaj”), nauczyciel nie ma autorytetu i uczniowie nie chcą za nim podążać. Szkole jest z tym trudno, stąd westchnienia do starych dobrych czasów, tych samych, które już nie wrócą. Gdyby biznes był szkołą, zaakceptowałby czasy, które są. I dostosował się do nich. Nie twierdzę, że to łatwe – jestem z biznesu i codziennie zmagam się z rzeczywistością: obserwuję, dostaję informacje zwrotne, wyciągam wnioski i uczę się nowych rzeczy. Dlatego mocno wierzę, że szkoły też potrafią się nauczyć nowego. Bo jeśli nie szkoły, to kto?